30 dni bez słodyczy minęło – wnioski

Pomysł narodził się 7 maja. Zdecydowałam nie jeść słodyczy do końca miesiąca. Potem przedłużyłam całość tak by trwała 30 dni. Skończyłam  5 czerwca.
Czy mi się udało? Według mnie tak. Nie jadłam żadnych słodyczy. Żadnych ciastek, lizaków, lodów, cukierów, batonów, ciast, ciastek. Nic.  Moją jedyną słodkością było dodawanie 1 łyżeczki cukru do kawy. W długi weekend (ten z Bożym Ciałem w tle) zjadłam jednego naleśnika z serem (ser był ze śmietaną 12% i cukrem). Podczas tego weekendu równiez zjadłam 6 łyżek takiego twarogu. Ochotę na słodycze miałam już wtedy ogromną ze względu na zbliżający się okres.Oparłam się jednak wszystkim pokusom kiedy inni jedli słodycze, kiedy ciągle wśród nich przebywałam. Praca w barze ma to do siebie, że jedzenie jest ciągle na wyciągnięcie ręki. Słodycze też.
Dosładzanie kawy po kilkunastu dniach łyżeczką cukru okazywało się ilością zbyt dużą. Zaczęłam powoli redukować jego ilość. Słodze teraz mniej niż łyżeczkę kawę. Po tych 30 dniach będąc w kawiarni z koleżanką zamówiłam bezę z kremem waniliowym. Nie dałam rady jej zjeść. Oddałam koleżance. Mało tego! Czułam się po niej fatalnie. Bardzo ciężko.

Czytaj dalej

Reklamy

Wyzwanie 30-dniowe: 750 słów dziennie

Zainspirowana blogiem o produktywności oraz panią, która postanowiła wprowadzać w życie pewne rady zaczerpnięte z wystąpień na portalu TED.com sama postanowiłam wrócić do wyzwań. Tym razem jednak może nieco bardziej złożonych i wymagających większego wysiłku niż wcześniej.
 
Zdecydowałam się na pisanie 750 słów dziennie. O tym wyzwaniu pisze autor wspomnianego bloga tutaj.

„Idea pisania 750 słów dziennie wywodzi się z ćwiczenia “morning pages” (ang. poranne strony) zaproponowanego przez Julię Cameron w książce The Artists’ Way. Autorka sugeruje, żeby codziennie rano, zaraz po przebudzeniu usiąść i zacząć spisywać to, co w danej chwili mamy w głowie. Nie liczy się forma ani treść, liczy się to, żeby spisać myśli, niezależnie od tego jakie one są. Celem jest zapisanie 3 stron w notatniku (około 750 słów).
Dostrzegam tu pewne podobieństwo do „opróżniania umysłu” w metodologii GTD, czyli zapisywania wszystkich zobowiązań (wobec siebie i innych), które chodzą nam po głowie. Różnica jest taka, że w przypadku morning pages nie ograniczamy się tylko do zobowiązań.
Codzienne pisanie 750 słów ma podobno działanie terapeutyczne, pobudza kreatywność, pozwala poznać siebie, nabrać dystansu, zebrać i uporządkować myśli.”

Postanowiłam pisać na komputerze by usprawnić cały proces. Wiem, że pisanie odręczne zajmuje mi sporo czasu, bo prowadzę pamiętnik. Zarejestrowałam się więc w serwisie 750words.com gdzie podczas pisania mogę monitorować ilość wpisanych słów oraz po zakończeniu wyzwania zobaczyć statystyki. To znacznie ułatwi zadanie. Oprócz tego dałam sobie przyzwolenie na niepoprawianie małych błędów typu literówki, interpunkcja itd. Pisanie ma być spontaniczne, a nie przemyślane. Ma uwalniać umysł.
Dlaczego takie wyzwanie?
1. Będzie wymagało ode mnie lepszego zorganizowania się rano. Pisać bowiem jest wskazane po przebudzeniu.
2. Lubię pisać, ale chciałabym robić to lepiej. Bardziej rzeczowo. Czasem trudno jest mi wyrażać myśli w sposób skrócony. Po cichu liczę, że takie codzienne pisanie pozwoli mi uzyskać większą jasność umysłu przy formułowaniu myśli 🙂 Skłonność do lania wody mam od dziecka i zgrzeszyłabym gdybym powiedziała, że mi w życiu nieraz tyłka nie uratowała. Ale to dawne czasy.
3. Chciałabym być bardziej systematyczna w pisaniu. Zwłaszcza na blogu. Brak mi pewnej rutyny, nawyku z tym związanego.
4. Jestem ciekawa co z tego może wyniknąć.
Za sobą mam pierwszy dzień i poszło jak z płatka. Gdyby ktoś miał ochotę się dołączyć to zapraszam. Chętnie podyskutowałabym na koniec wyzwania o tym jak poszło i do czego doprowadziło 🙂