Podsumowanie 2 tygodnia + wyzwanie tygodnia nr 3

Jakoś nie potrafię przywitać się optymistycznie. Powodów jest kilka. Do rzeczy jednak. Zacznę od tego co wyszło, co dobre, co pozwala utrzymywać obrany kurs. 
DIETA I AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA
1. Codziennie robiłam 30 days shred. Nie było łatwo z dwóch powodów.
  • skończyłam 1 level, a drugi jest dla mnie znacznie trudniejszy. Mocno angażuje ręce, a ja moje obie miałam złamane i są bardzo słabe. Jeśli dodać do tego moją masę ciała czyli ponad 80 kg sami możecie ocenić czy ma prawo być trudno. Najtrudniej wykonuje się plunk i jego wariacje. Daję radę, ale po ćwiczeniach leje się ze mnie. Jestem po 4 dniu 2 levelu i jest znacznie lepiej, ale i tak trudno.
  • dużo w tym tygodniu pracowałam. Więcej niż normalnie i takim sposobem jednego dnia Jillian robiłam po 22, a marszobieg skończyłam mocno po 23. Efekt? Problemy ze snem, totalny brak regeneracji.
2. Codziennie twistowałam 10 minut.
3. Codziennie robiłam 200 pajacyków w maksymalnie 4 seriach. Czasem 3. Nigdy nie zrobiłam 200 na raz.
4. Diety nie trzymałam tak ściśle jak w tygodniu poprzednim. Zdarzyło mi się jeść czekoladę aż 3 razy. Nie były to duże ilości i zazwyczaj spaliłam te kalorie np. wybierając spacer do autobusu bądź tramwaju lub wysiadając kilka przystanków wcześniej. Nie mniej jednak zadowolona z tych słabości nie jestem.
 
Wiem natomiast jaka jest tego przyczyna czyli:
 
Obserwacja nr 1. Cały tydzień spałam mało (5, 6 godzin lub maksymalne jednego dnia 7), a jakość mojego snu pozostawiała wiele do życzenia. Wciąż czuwałam, do tego doszły bóle pleców z którymi zmagam się od dłuższego czasu oraz bóle brzucha i jego boków. W efekcie budziłam się często w nocy i nie mogłam zasnąć. Skutkowało to zwiększoną ochotą na coś słodkiego, zwiększonym apetytem i większym zmęczeniem. Najzwyczajniej w świecie niewypoczęty organizm domaga się podwyższenia poziomu glukozy we krwi natychmiast, objawia się to takimi właśnie zachciankami. Dlatego naprawdę radzę wysypiać się. Naukowcy w wielu badaniach udowodnili, że brak odpowiedniej ilości snu sprzyja tyciu. Hormony szaleją i powiem Wam szczerze, że na nic się zda Wasza silna wola lub jej brak. Fizjologia wygra. 
 
5. Niestety po ostatnim marszobiegu zdecydowałam porzucić „white plan”. Dlaczego? Ano dlatego, że spuchła mi kostka i bolały mnie kolana. Dodatkowo mam naciągnięty mięsień i boli mnie nieco nadal piszczel prawej nogi. Buty mam nieodpowiednie i mimo chęci nie chcę zrobić sobie krzywdy. Zbieram na buty. Wtedy zacznę ponownie. 
 
ROZWÓJ:
 
1. Zrobiłam 27% materiału z angielskiego. Wprawdzie tydzień się nie skończył i mam jeszcze dwa dni, ale ten tydzień pełen obowiązków i niewielkiej ilości czasu zmusił mnie do dokładniejszego zaplanowania nauki. Problem tylko polega na tym, że ja raz pracuje niewiele, a raz bardzo dużo. I nigdy nie wiem kiedy będę pracowała i w jaki sposób. 
2. Skończyłam prawie czytać „Opanuj swój metabolizm” Jillian Michaels. Nie mam sobie nic do zarzucenia w kwestii czytania, bo czytam kilka książek jednocześnie. I wkurza mnie to, bo wierzcie lub nie, w tej chwili mam zaczętych 8 pozycji. To cholernie dużo. A ja nie umiem oduczyć się tego. Chciałabym czytać maksymalnie 3. Coś trzeba z tym zrobić bo np. „Niezłomny” Laury Hillenbrand leży już od wakacji. Ciągle do niego wracam i wciąż nie mogę przebrnąć, a uparłam się, że się nie poddam, bo to przecież tak cudowna i inspirująca książka. By the way dla osób, które biegają to Louis Zamperini, bo o nim jest ta pozycji, to bardzo znany biegacz, wystąpił na olimpiadzie w 1936 roku imponując Hitlerowi, a podczas II wojny światowej dryfował na tratwie po Pacyfiku przez 46 dni. Brał też czynny udział w II wojnie świtowej w załodze bombowców amerykańskich. I wszystko fajnie tylko…książka napisana takim ciężkim językiem, format spory, litery całkiem małe, do tego mnóstwo opisów technicznych sprzętu lotniczego itd. Mi jest trudno się przebić przez takie opisy. No, ale nie poddaję się! Przeczytam to chociażby i za rok!
 
Tu macie zapowiedź książki
 
 
A co do tego typu książek to najgoręcej na świecie polecam Wam „Nieśmiertelne życie Henrietty Lacks”. To jest pozycja, która zawładnęła moim sercem. Tytułowa kobieta,a raczej jej komórki ratują do dzisiaj życie wielu ludzi, ratować również będą w przyszłości. Ukłony dla dziennikarki Skloot za tą pozycję, która powstawała 10 lat!!! Tyle czasu zajęło jej dotarcie do rodziny, wyszukiwanie materiałów itd. To historia Henrietty, jej rodziny, ale też Rebbeccki. Ciepła, momentami cierpka, szczera, trudna i często szokująca. Obnażająca praktyki medyczne w wielu szpitalach oraz otwierająca oczy. POLECAM! „)
 
źródło: esencja.pl
 
3. Do magisterki nie zrobiłam właściwie nic 😦 Mam 2 miesiące na oddanie zawierdzonej przez promotora pracy. Oj zacznie się na dniach pisanie, zacznie. 
4. Projekt wczesne wstawanie działa bez zarzutu. Doszłam do etapu, kiedy nie wstanie rano łączy się z bardzo niemiłym dla mnie uczuciem poczucia winy, że marnuję cenny czas. Zaczęłam lubić wstawać wcześnie. 🙂 
Właściwie pisząc teraz to wszystko uzmysłowiłam sobie, że właściwie czemu ja narzekam? Skąd to niezadowolenie? Zrobiłam przecież tak wiele! Powinnam się cieszyć. I cieszę się! 🙂
 Bo przecież nie zawsze da się wszystko na raz, w 100% i z zadowoleniem na 200%. 
 
 
A teraz czas na WYZWANIE TYGODNIA NR 3:
 
CODZIENNIE WYCHODZĘ MASZEROWAĆ 30 MINUT!

P.S. Załamałam ręce 🙂 Znów wyszedł mi elaborat 😉

Śpijcie dobrze 🙂

Podsumowania 1 tygodnia + wyzwanie tygodnia nr 2

Wczoraj minął tydzień odkąd postanowiłam pisać bloga, codziennie ćwiczyć i generalnie zmieniać swój mało aktywny tryb życia. Zrobiłam wcześniej postanowienia, ustaliłam cele, wszystko spisałam i oto co z tego wyszło w tym tygodniu 🙂
 
DIETA I AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA
  1. Codziennie robiłam 30 days shred. Niezależnie od tego jak późno wracałam do domu, jak bardzo byłam zmęczona i ile miałam obowiązków
  2. Codziennie 10 minut spędzałam na twisterze.
  3. Codziennie robiłam 3 serie brzuszków, każda po 40. Tym samym w 100% zrealizowałam moje pierwsze wyzwanie tygodnia. 🙂
  4. Oprócz tego zrobiłam w czwartek  7-minut treningu cardio z pierwszej fazy Body Revolution Jillian Michaes. Killer!!! Na razie nie na moją kondycję na pewno, ale jestem w trakcie poszukiwania jeszcze jakiegoś treningu. Zastanawiam się nad pierwszą płytą Ewy Chodakowskiej. Ćwiczyłam już z nią i efekt zadowolenia i radości po odbytych ćwiczeniach był ogromny więc może znów zacznę? Problem mam tylko jeden z Ewą. Nudzi mnie 😦 Muzyka jest za mało energetyzująca, ona mówi za spokojnie. Ja wolę muzycznego kopa, krzyki, podniesiony głos. Dlatego tak bardzo pasuje mi Jillian Michaels. Nic nie mam do Ewy z całą pewnością. Wydaje się być szczerą osobą, która kocha życie, ludzi i chce dać im to co najlepsze w sobie ma. Tylko tak spokojnie. Po prostu chyba chodzi o to, że ja jestem raczej energiczna, głośniejsza, bardziej ekspresywna. Rozwiązanie widzę tylko w tym, że ćwiczyłabym z nią maksymalnie 2 razy w tygodniu.
  5. Byłam na godzinnych zajęciach jui-jitsu połączonych z elementami samoobrony prowadzonymi przez Agnieszkę Chlipałę. Bardzo fajne zajęcia. Dużo zabawy i naprawdę się spociłam.Miałam ochotę się zapisać na te zajęcia, ale kolejne problemy z hormonami powodują, że kasa musi zostać odłożona na badania.
  6. Oprócz tego trzymam dietę. O diecie napiszę Wam w najbliższym czasie.
  7. Odbyłam też 2 marszobiegi. Jutro kolejny (white plan zaczął się od poniedziałku, a nie tak jak reszta rzeczy kilka dni wcześniej). Niestety martwią mnie moje stawy, scięgna i naciągnięty mięsień. Podczas wczorajszego marszobiegu (14 min biegu, 16 min marszu) trochę mocniej je poczułam. Tym samym myślę intensywnie nad butami. Choć to co niżej mówi mi: „Kup te buty”!!!!
ROZWÓJ
1. Zrobiłam 187% materiału przeznaczonego do nauki z angielskiego w tym tygodniu.
2. Dokończyłam czytać 1 książkę.
3. Robiłam sumiennie wpisy na blogu.
4. Przeczytałam niestety tylko 3 artykuły do magisterki. Muszę popracować nad lepszą organizacją w tym temacie. Niestety w mojej pracy często coś wypada i idę do niej na X godzin (nigdy nie wiadomo ile) i wtedy zaplanowane działania na dany dzień idą w łeb w dużej mierze, bo po powrocie do domu nie da się wszystkiego już zrealizować.
5. Projekt „wczesne wstawanie” – we wrześniu wstałam 17 razy o godz. 7.00 (dodam, że pracuję jakby na pół etatu więc nie muszę wstawać tak wcześnie np. do pracy czy na uczelnię), 11 razy wstałam w godzinach między 8 a 10. Z tym, że o 10 około dwa razy, w tym po weselu. Poczyniłam ogromne postępy, bo zawsze lubiłam spać. O tym projekcie napiszę również parę słów w oddzielnym wpisie.
A z taką myślą rozpoczynam kolejny tydzień :))))
 
A teraz WYZWANIE TYGODNIA NR 2
 
CODZIENNIE ZROBIĘ 200 PAJACYKÓW (DODATKOWO, POZA TYMI Z 30 DAYS SHRED)
A Wy robicie sobie takie wyzwania tygodnia/dnia/miesiąca? Może macie jakieś fajne pomysły, ja chętnie bym się zainspirowała 😉 No i czy polecacie jakiś trening do robienia w domu?
Pozdrawiam.
Udanej soboty! 🙂

O celach słów kilkanaście

Hej 🙂

Wczoraj się przywitałam, a dzisiaj przychodzę z czymś bardziej konkretnym. Z moimi celami. Nie chcę się zbyt długo rozpisywać, ale o celach, ich ustalaniu w świetle psychologicznym czytałam w nie jednej książce i nie jednym artykule. Ba! Ja nawet sobie cele w ten sposób wyznaczałam. Za każdym razem zakładając nowy zeszyt w którym wszystko miałam spisywać. I co? Ano nic. Spełzło na niczym. Stąd powiem Wam, że nieważne którą z technik wyznaczania celów wybierzemy. A może nawet nie wybierzemy żadnej świadomie. Wszystkie i wszystko będzie do niczego jeśli będzie brakowało jednego elementu. Jest nim:


D Z I A Ł A N I E ! ! !
 
 

Bez tego nic się nie zmieni. WSZYSTKO POZOSTANIE W SFERZE MARZEŃ! I o ile chcesz by Twoje marzenia i cele przykurzyły się w Twojej głowie to możesz nic nie robić. Ja tego nie odczuję, ale Ty tak. Twoi bliscy tak. Chłopak, narzeczony, mąż, rodzina . Dzieci. Jeśli natomiast chce się coś osiągnąć trzeba zacisnąć zęby, wyjść ze strefy komfortu, pomęczyć się, czasem wkurzać, rezygnować, upadać i następnie się podnieść. 

 

Czytaj dalej