Gruby dietetyk

Jest 11.26. Zaczynam pisać. To nota dziennikowa idąca w świat. Nota z perspektywy za dużej masy ciała, wielkiego brzucha, obwisłych ramion i walki o to co dla wielu osób jest codziennością, normalnością i zupełnie nie przywiązują do tego żadnej wagi. Grubas jednak jest przeczulony na swoim punkcie. Na punkcie swojego wyglądu. Jak się waży za dużo i wygląda też na za dużo to wszystko może być problemem właściwie. Na przykład taki mój spadek formy, zmęczenie, gonienie życia i próby chwycenia go za rogi. I już problem gotowy.Mam spadek wszystkich liczników. Niezadowolenie z siebie bierze górę.

Wiesz jak to jest nie czuć się atrakcyjnym dla siebie? A skoro dla siebie to i dla innych? Wiesz co to znaczy, że wchodzisz do sklepu i nie ma Twojego rozmiaru? Albo jest, ale wyglądasz w tym jak wieloryb? Nie należę do największych osób, a kupno chociażby stanika w rozsądnej cenie jest wyczynem chyba nie do zrealizowania. Biorę do przymierzalni rzecz w której wydaje mi się będę wyglądała całkiem ok. Przymierzam i jest jedna wielka DUPA! Nei wyglądam nawet ciut ok. Czy patrzysz na swoją twarz i myślisz sobie, że jest za duża, za pełna? Marzysz o pociągłej i smukłych policzkach? A latem trudno Ci bez bólu serca patrzeć na chodzące w krótkich spodenkach dziewczyny?

Jeśli tak to należymy do tej samej drużyny i pchamy ten sam wózek. Niczym się nie różni Pani Dietetyk, która się odchudza od Pani Kowalskiej, która robi to samo. Problemy i ograniczenia są te same. Różnimy się ich nasileniem. Jedni są przewrażliwieni na punkcie pewnych aspektów bardziej niż inni.

Dziś jest dzień kiedy Pani Dietetyk zjadła Milky Way’a. Wypiła 2 kawy posłodzone mimo, że już właściwie nie słodzę. Zjadła 4 parówki ( i co z tego, że mają 94% mięsa z szynki) i nie ćwiczyła.

I tylko cichutki głosik próbuje mnie wyrwać z tego niezadowolenia i dołka…Głosik mówiący „Błogosławieństwem jest Twoja choroba, nadwaga i walka. Skuteczniej pomożesz i lepiej zrozumiesz innym”.

I Moi Drodzy…tego powinnam się trzymać, prawda?

Reklamy

I w koło Macieju

Kolejna wizyta u nowego lekarza. Kolejne 3 stówki pękły. Kolejny raz diagnostyka i kolejny raz wszystko się zobaczy. Dziś dowiedziałam się, że jest 12 typów zespołu policystycznych jajników + z niemiecka Pan Profesor powiedział, że wygląd mam androgenny: włosy, skóra, budowa ciała itd itp. No ale trzeba zrobić niestety badania. Muszę dodawać, że prywatnie? Sporo badań. Zastanawiam się ile stówek pęknie?

unnamed3

Nie brać mam nic czyli w sumie spoko, bo od miesiąca znów sama wszystko odstawiłam i broń Boże nie można używać Laktacytu lub Lactacytu (nie wiem jak się pisze, bo nie używam). To tak na marginesie mi rzekł Pan Doktor, bo „Wysusza, szkodzi i zamiast przywracać florę bakteryjną, zaburza ją”. O! Tyle nowości. A nie! Zapomniałam dodać, że dziś okulistka stwierdziła zakażenie bakteryjne w oczach mych. Po dwóch tygodniach chodzeniami z nim wreszcie wiadomo o co chodzi. Jabyście mieli permanentnie czerwone oczy, ciągle zmęczone, ból w nich i nasilone ropienie to można podejrzewać bakteryjki. Latem lubią hulać.

A tak w ogóle to chcą mi ręce opaść. Tak bardzo chcą mi opaść. Do samej ziemi. I chętnie bym im pozwoliła. Bo te policystyczne są jakie są, a ja mam się z nimi raczej słabo biorąc pod uwagę, że straciłam pół włosów. No, ale niech mi ktoś powie co mi to da, że pozwolę im opaść?

Więc przyszłam do domu. Zjadłam pomidory z mozarellą, do tego łyżkę masła orzechowego 95% i za jakieś 30 minut będę ćwiczyć i będę pracować na lepsze jutro. Taki mam plan. Choć mi się nie chce.

Poniżej dla osób o silnych nerwach kilka fotencji wypadających Kamilowych włosów.

unnamed

Urodzinowe refleksje

Skończyłam 2 dni temu 27 lat. Szybko odszukałam wpis z bloga który napisałam na moje 26 urodziny. Przeczytałam i zrozumiałam, że nie wszystko co myślimy i czujemy jest stałe. Niby banał, a jednak.

Okazuje się, że człowiek ma w sobie tak ugruntowane pewne zachowania, emocje lub spojrzenie na świat i siebie, że trudno to wyplenić.  Trudno się tego pozbyć. Walczy z tym, nie chce tego w swoim życiu, a to wraca jak bumerang. I nie, nie chcę powiedzieć, że to co pisałam rok temu jest nieprawdziwe. Tylko człowiecza słabość dała znać o sobie i trzeba się przyznać, że kompleksy (choć wiele mniejsze niż kiedyś) nadal są, nadal potrafią skutecznie zepsuć humor. Nadal potrafię doświadczać dni, momentów kiedy zupełnie nie akceptuję siebie albo jestem wściekła za moje komplikujące życie wady. Nie znaczy to jednak, że nie lubię siebie. Lubię bardzo. Mniej lubię to gdzie jestem, bo już chciałabym być gdzieś indziej, ale łapię to, ściskam mocno w dłoni i myślę „Kochaj drogę do celu. Życie jak zwykle pokaże, że to ta droga była ważniejsza”. Czytaj dalej

Kreatornia zmian

Moi Drodzy, mój LD (lifestyledietetyczki) zaniedbywałam. Do tej pory zaniedbuję. Kajam się, wstydzę, trochę katuję, że może niewystarczająco się staram, ale….Wciąż pracuję nad sobą, nad organizacją mojego życia by więcej czasu móc poświęcać w przyszłości na bloga, na rozwój w wielu obszarach mojego życia, na realizacje swoim planów, pomysłów. Kiedyś wspominałam, że uparty ze mnie człowiek i dopnę swego. Marzenia są po to by je realizować. Raz już podążałam drogą jakiegoś marzenia, życie zweryfikowało nieco moje plany. Odwróciło się o 180 stopni, ale niczego nie żałuję.

Gdy los zamyka przed nami drzwi Pan Bóg otwiera okno. Jedno z moich małych marzeń właśnie się zmaterializowało. Pomysł pojawił się około 2 lat temu, a od jakiegoś czasu wymagał poświęcenia większej uwagi. I tym sposobem wraz z dwoma koleżankami dietetyczkami stworzyłyśmy miejsce, które nazwałyśmy Kreatornią Zmian. O zmianach będzie. O podążaniu ku lepszemu. O tym w co mocno wierzymy czyli o zmianie nawyków. W wielu sferach życia. O naszych walkach, o tym co testujemy by eliminować złe nawyki. O tym co robić by kształtować nowe, dobre. Na naszych przykładach i doświadczeniach pisać będziemy. Zapraszam Was gorąco. Tam będzie się na pewno działo coś. Właściwie codziennie 🙂

I tak na koniec mój alternatywny ulubieniec na polskiej scenie muzycznej. Pan po prawie co to wybrał pasję do muzyki. Idzie pod prąd. I ja chcę. I ja będę!

Samoobrona dziewczyno!!!

Brak back up’u czyli posta przygotowana wcześniej skutkuje tym, że piszę na wariata, przepełniona stresem. Wracałam z pracy. Autobusem. Normalnie. Godzina 21.30. Ktoś siedział z przodu. Ja na końcu. Wsiadł jakiś facet. Na oko 35 lat. Usiadł obok. Ok. Zero podejrzeń. A potem złapał za kolano, za udo i trochę agresywnie odskakując wykrzyczałam coś z języka łacińskiego podwórkowego. Zaczęłam dzwonić do P. Odebrał a ja udawałam, że chcę aby po mnie wyszedł. Nastąpiło połączenie, wycedziłam z siebie najspokojniej jak potrafiłam kilka zdań, których sensu ON nie rozumiał. Coś w stylu „Kochanie wyjdziesz po mnie? Tak, idę już w kierunku domu. Wychodzisz? Spotkamy się za chwilę, za 5 minut.” Oddalałam się. Obejrzałam się czy ten Facet za mną idzie, bo przecież wysiadł na tym samym przystanku. Nie szedł. Pobłądziłam w okolicach domu, żeby zmylić go. Tak na wszelki wypadek. Wciąż rozmawiając z P. Dotarłam bezpiecznie, ale totalnie zaniepokojona. Co by było gdyby? Często wracam bardzo późno do domu. Nigdy się nie boję. A może nie chodzi o brak strachu. Po prostu nigdy nie myślę, że mogłabym się bać. Tym razem przestraszyłam się bardzo. Wiem jak silny jest P. jak nie potrafię sobie z Nim poradzić. Żadna kobieta z tak słabymi rękami jak moje nie poradziłaby sobie. Gdyby ten facet był tak silny jak P.? Zero szans. I tu w mig pojawia się w głowie myśl. Chyba skrajną nieodpowiedzialnością z mojej strony jest brak znajomości podstawowych technik samoobrony. Bo umówmy się, że kopanie w krocze może nie wystarczyć.

Pomyślcie o swoim bezpieczeństwie dziewczyny. Świadomość i pewna wiedza może czasem uratować życie.