Jak trwoga to do….?

Jillian Michaels!

Czemu?

Siłownia jest fajna. Polubiłam na nią chodzić. Ma tylko jeden minus właściwie. Jest daleko.

30 minut w jedną stronę przy założeniu, że wychodzę z domu lub pracy, autobus podjeżdża mi idealnie w tym momencie kiedy ja znajduję się na przystanku. Radośnie wsiadam i po 20 minutach jazdy tuptam kolejne 10. I oto jestem. Jest siłownia. Tu się zaczynają schodki, ale nie ma co dramatyzować.  Jestem na miejscu po 18. Wysyp ludzi. Wszyscy przychodzą w tych godzinach. Nic to. Szatnia. Przebieranki. Rozgrzewka. Siłowy. Po siłowym czasem kardio. Zwykle już bez. I znów. Szatnia. Przebieranki. Mycie. Tuptanie 10 minut. Idealny scenariusz podjeżdżającego autobusu. Kolejne 20 minut i jestem w domu.

Czytaj dalej

Reklamy

Samoobrona dziewczyno!!!

Brak back up’u czyli posta przygotowana wcześniej skutkuje tym, że piszę na wariata, przepełniona stresem. Wracałam z pracy. Autobusem. Normalnie. Godzina 21.30. Ktoś siedział z przodu. Ja na końcu. Wsiadł jakiś facet. Na oko 35 lat. Usiadł obok. Ok. Zero podejrzeń. A potem złapał za kolano, za udo i trochę agresywnie odskakując wykrzyczałam coś z języka łacińskiego podwórkowego. Zaczęłam dzwonić do P. Odebrał a ja udawałam, że chcę aby po mnie wyszedł. Nastąpiło połączenie, wycedziłam z siebie najspokojniej jak potrafiłam kilka zdań, których sensu ON nie rozumiał. Coś w stylu „Kochanie wyjdziesz po mnie? Tak, idę już w kierunku domu. Wychodzisz? Spotkamy się za chwilę, za 5 minut.” Oddalałam się. Obejrzałam się czy ten Facet za mną idzie, bo przecież wysiadł na tym samym przystanku. Nie szedł. Pobłądziłam w okolicach domu, żeby zmylić go. Tak na wszelki wypadek. Wciąż rozmawiając z P. Dotarłam bezpiecznie, ale totalnie zaniepokojona. Co by było gdyby? Często wracam bardzo późno do domu. Nigdy się nie boję. A może nie chodzi o brak strachu. Po prostu nigdy nie myślę, że mogłabym się bać. Tym razem przestraszyłam się bardzo. Wiem jak silny jest P. jak nie potrafię sobie z Nim poradzić. Żadna kobieta z tak słabymi rękami jak moje nie poradziłaby sobie. Gdyby ten facet był tak silny jak P.? Zero szans. I tu w mig pojawia się w głowie myśl. Chyba skrajną nieodpowiedzialnością z mojej strony jest brak znajomości podstawowych technik samoobrony. Bo umówmy się, że kopanie w krocze może nie wystarczyć.

Pomyślcie o swoim bezpieczeństwie dziewczyny. Świadomość i pewna wiedza może czasem uratować życie.

"White plan"

Witam, witam 🙂

Dzisiaj post jak widać o „white planie”. Wszystko zaczęło się od wzięcia do ręki i przejrzenia tej oto książki.

 

Zdjęcie pochodzi z http://www.gazeta.pl
 
 
Znajomy przygotowywał się do triatlonu. Książkę posiadał i miałam okazję ją przejrzeć. Z bieganiem miałam do czynienia ostatnio w szkole. Smutne albo i nie, nie wiem. Podobno nie wszystko jest dla każdego. W każdym bądź razie natknęłam się na plany treningowe dla osób o różnym poziomie zaawansowania. Takim sposobem zrobiłam zdjęcia stronom w książce z planem białym i postanowiłam, że jeśli nie spróbuję to nie dowiem się czy bieganie jest dla mnie czy nie. Dodatkowo zachęcił mnie ten film obejrzany na yt klik.

Zatem wczoraj po raz pierwszy poszłam realizować pierwszy etap „white plan”. 🙂 Zachęciło mnie to, że dla osoby początkującej, jakby nie patrzeć z dużym nadmiarem kilogramów, zaczyna się bardzo spokojnie, zrównoważenie i generuje taki spokój gdy człowiek chce odpowiedzieć sobie napytanie „Czy dam radę?”

Tak się prezentuje cały plan. Wybaczcie, że dodaję zdjęcia z telefonu, ale dzisiaj dzień jest dość napięty, a ja bardzo chciałam mieć ten post napisany zanim pognam załatwiać wiele rzeczy gdzieś na mieście. 
 

 


Wrażenia?
Nie było trudno. Było przyjemnie. 🙂 Nawet bardzo, zwłaszcza pod względem emocjonalnym. Czułam, że coś robię, coś nowego, wychodzę z domu mimo, że było późno w nocy. Problem stanowią tylko dwie rzeczy:
1. obuwie
2. teren do biegania.
Biegałam głównie po betonie lub kostce brukowej. Gdzie się dało wbiegałam i chodziłam po trawie, ale niestety nic na to. Buty nie amortyzują nic a nic (bo to zwykle buty sportowe typu miejskiego). Dzisiaj odczułam nieco lewe kolano. Tylko ciut. Przyrzekłam sobie, że jeśli w miesiąc polubię te marszowo-biegowe eskapady to za punkt honoru przyjmuję kupienie butów. A co do obszaru biegowego? Potrzeba mi kilku takich wypadów, żeby znaleźć teren. Google maps też pomoże 😉

Co myślicie o takim planie? Zwłaszcza osoby, które biegają? No i może macie jakieś rady co do butów? Chętnie poczytam. Wiem też, że blogerki zamieszczały takie wpisy u siebie, ale przyznam szczerze, że ciężko mi je odszukać.

Do następnego 🙂