Jak trwoga to do….?

Jillian Michaels!

Czemu?

Siłownia jest fajna. Polubiłam na nią chodzić. Ma tylko jeden minus właściwie. Jest daleko.

30 minut w jedną stronę przy założeniu, że wychodzę z domu lub pracy, autobus podjeżdża mi idealnie w tym momencie kiedy ja znajduję się na przystanku. Radośnie wsiadam i po 20 minutach jazdy tuptam kolejne 10. I oto jestem. Jest siłownia. Tu się zaczynają schodki, ale nie ma co dramatyzować.  Jestem na miejscu po 18. Wysyp ludzi. Wszyscy przychodzą w tych godzinach. Nic to. Szatnia. Przebieranki. Rozgrzewka. Siłowy. Po siłowym czasem kardio. Zwykle już bez. I znów. Szatnia. Przebieranki. Mycie. Tuptanie 10 minut. Idealny scenariusz podjeżdżającego autobusu. Kolejne 20 minut i jestem w domu.

Ten idealnie zrealizowany scenariusz pozwala dotrzeć do domu najwcześniej na 20.30. Jeśli na siłownię idę od razu po pracy.  A tak naprawdę zawsze docierałam do domu około 21. Ktoś powie, że to nadal sensowna godzina. Pewnie powiedziałabym to samo. Tylko jest problemik. Posty na bloga Kreatornia Zmian (który jest prowadzony bardzo regularnie) się same nie napiszą, wszystkie inne prace związane z blogiem same nie wykonają, książki nie poczytają, audiobooki nie posłuchają, dom nie posprząta, a obiad do pracy nie ugotuje, magisterka też się nie napisze, a klienci których prowadzę nie otrzymają zaleceń i diet z powietrza. Czas spędzony z kimś kochanym i ze znajomymi też się nie wyczaruje niejako w bonusie.

Co ma do tego Jillian Michaels? Ano jak nie siłownia i jej czasochłonność  to właśnie ćwiczenia w domu. Ćwiczenia z Jillian. Bo daje mi energię, bo lubię jej dyktaturę na płytach DVD, jej męski głos i brak cackania się. Motywuje mnie. Jest charyzmatyczna i do tego bardzo skuteczna. Jest też dobra dla mnie, bo ją znam. Bo już z nią ćwiczyłam. A to co znane jest bezpieczne. Bezpieczeństwo na sam początek się przydaje.

Jak się zaczyna, jak dokonujemy rekonstrukcji w naszym planie dnia i trzeba jakoś wcisnąć w tych 24 godzinach priorytety, warto zacząć od tego co właśnie znane i  skuteczne. Od tego co wypróbowane.

Wpadanie na pomysły: zacznę biegać, magicznie znajdę czas na basen i dojazd do niego, codziennie pójdę na godzinny spacer i inne podobne są skazane na porażkę.

Moja rada: nie skazujcie się na porażkę na starcie. Mierzcie siły na zamiary.

To całkiem sensowne i skuteczne. I choćby nie wiem co, zawsze lepiej robić coś, nawet w mniejszej skali niż zrywami rzeczy wielkie. Woda drąży skałę, ale potrzebuje na to czasu. My też.

Reklamy

2 thoughts on “Jak trwoga to do….?

  1. Hej,
    potwierdzam- bez dwóch zdań Jillian jest niesamowita (przy okazji właśnie dzięki niej i 30 day shred znalazłam Twojego bloga – jeszcze na blogspocie) 😉
    Parę Twoich wpisów już przeczytałam i wiem, że od dzisiaj będziesz moją motywacją!
    Lecę drążyć skałę na Twoim wordpressowym blogu – jakoś muszę poznać moją wirtualną Panią Dietetyczkę 🙂
    Pozdrawiam,
    Aga 🙂
    PS. Życzę Ci dużo zdrówka!

    • Agnieszko cieszę się, że jesteś moją nową czytelniczką. Postaram się nie zawieść i być motywacją. 🙂 Zachęcam do czytania i komentowania. No i jeszcze odwiedzenia jednego miejsca jakim jest http://www.kreatorniazmian.pl chociaż pewnie znasz skoro napisałaś o kropli drążącej skałę 😉 Pozdrawiam ciepło, Kamila 🙂 Wirtualna Niedoskonała Dietetyczka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s