Urodzinowe refleksje

Skończyłam 2 dni temu 27 lat. Szybko odszukałam wpis z bloga który napisałam na moje 26 urodziny. Przeczytałam i zrozumiałam, że nie wszystko co myślimy i czujemy jest stałe. Niby banał, a jednak.

Okazuje się, że człowiek ma w sobie tak ugruntowane pewne zachowania, emocje lub spojrzenie na świat i siebie, że trudno to wyplenić.  Trudno się tego pozbyć. Walczy z tym, nie chce tego w swoim życiu, a to wraca jak bumerang. I nie, nie chcę powiedzieć, że to co pisałam rok temu jest nieprawdziwe. Tylko człowiecza słabość dała znać o sobie i trzeba się przyznać, że kompleksy (choć wiele mniejsze niż kiedyś) nadal są, nadal potrafią skutecznie zepsuć humor. Nadal potrafię doświadczać dni, momentów kiedy zupełnie nie akceptuję siebie albo jestem wściekła za moje komplikujące życie wady. Nie znaczy to jednak, że nie lubię siebie. Lubię bardzo. Mniej lubię to gdzie jestem, bo już chciałabym być gdzieś indziej, ale łapię to, ściskam mocno w dłoni i myślę „Kochaj drogę do celu. Życie jak zwykle pokaże, że to ta droga była ważniejsza”. Czytaj dalej

To nie jest moda dla grubasów

Za gruba na swoje dawne, mniejsza ubrania. Za szczupła na te z najgorszego momentu swojej wagowej historii. Zresztą te największe już dawno w szafie nie wiszą, półek nie zapychają. Nastał moment środkowy. Krytyczny. Znacie to? Taki, że naprawdę trzeba to przyznać, przepłakać, przewkurzać.  Nie mam się w co ubrać! Nie mam się w co ubrać!

Wygenerowało to potrzebę odwiedzenia odzieżowych sklepów. No to poszłam, zobaczyłam, wróciłam i nie zwyciężyłam. Chyba.

Dostrzegłam, że absolutnie wszystko jest za kuse, za obcisłe, za krótkie, za cycki, a przed pępek, za szerokie i w ogóle takie oversize, ale nie dla grubasów. To jest takie oversize dla osób szczupłych. Przypominam sobie, że bluzki odkrywające pępek nosiło się za moich gimnazjalnych czasów czyli dobre ponad 10 lat temu. What comes around goes around można by rzec. W opozycji do mody oversize dla szczupłych mamy oczywiście obciślaki spodniowe, bluzkowe, spódnicowe, topowe, szortowe i jakie jeszcze chcecie. Na pewno takie się znajdą. A jakby tego wszystkiego było mało to jakość tej odzieży mogłaby spokojnie być przyrównana do jakości podłogowych szmat (nie od Jana Niezbędnego!).

Czytaj dalej

Jak trwoga to do….?

Jillian Michaels!

Czemu?

Siłownia jest fajna. Polubiłam na nią chodzić. Ma tylko jeden minus właściwie. Jest daleko.

30 minut w jedną stronę przy założeniu, że wychodzę z domu lub pracy, autobus podjeżdża mi idealnie w tym momencie kiedy ja znajduję się na przystanku. Radośnie wsiadam i po 20 minutach jazdy tuptam kolejne 10. I oto jestem. Jest siłownia. Tu się zaczynają schodki, ale nie ma co dramatyzować.  Jestem na miejscu po 18. Wysyp ludzi. Wszyscy przychodzą w tych godzinach. Nic to. Szatnia. Przebieranki. Rozgrzewka. Siłowy. Po siłowym czasem kardio. Zwykle już bez. I znów. Szatnia. Przebieranki. Mycie. Tuptanie 10 minut. Idealny scenariusz podjeżdżającego autobusu. Kolejne 20 minut i jestem w domu.

Czytaj dalej

Najszybsze śniadanie świata + wskrzeszam ten blog

Będzie krótko. Najkrócej. Nic sobie nie obiecując, nie obiecując Wam, próbuję po raz kolejny wskrzesić ten blog. Brakuje mi pisania tutaj. Ot tak, po prostu. 13 minut po północy stwierdziłam, że w sumie nic nie szkodzi się zalogować i to zrobić.

I dodając coś dietetycznego-lifestylowego. Przed chwilą zrobiłam najszybsze śniadanie świata. Tak! Śniadanie.

Co potrzebujemy? Jogurt naturalny, płatki owsiane (lub inne według uznania) i suszoną żurawinę (niesłodzoną). Płatki (u mnie 4 łyżki) zalewam jogurtem, wsypuję2 łyżki żurawiny. Przykryłam folią kubek i zostawiam na noc poza lodówką. Po kilku godzinach płatki będą miękkie. Ja wstanę, wszamię je, odczekam aż się ułoży to śniadanko i zacznę ćwiczyć. Taki plan. Zgodny z wyzwaniem z Kreatorni Zmian.