I odchodzi kryzys i oddaje farby

kolorki

Wracam. Choć zajęło mi to więcej czasu niż myślałam. Wracam pomimo tego, że nie wszystko zażegnane. Odchodzi mój kryzys czy cokolwiek co nim nazwałam. Raczej nie sprintem, ale skutecznie.

Znów mam farby. Nie wszystkie kolory, ale przecież wystarczą mi podstawowe. Wymieszam je i otrzymam barwy, które będą potrzebne do pokolorowania świata.  Właściwie ja już koloruję. Ktoś też koloruje dla mnie, we mnie, u mnie, wokół mnie.  I jak ma nie być lepiej?

Czasem jest tak, że umiemy dźwignąć się ze wszystkiego sami. To jest piękne.

Czasem tak, że ktoś nam w tym pomaga, bo o tę pomoc prosimy. To też piękne.

Ja chciałam dźwigać się sama, nikogo o nic nie prosiłam. Potrzebowałam czasu. Nawet mi zaczęło wychodzić. Trochę nieudolnie i miałam wrażenie, że ślamazarnie, ale jednak. Lepszy mały progres niż żaden.

I takim właśnie tempem powolnym sobie szłam, zmęczona, ale walcząca. Aż  nagle los lub może Bóg podesłał mi Kogoś.  Wprosił Go. Nie opierałam się, nie protestowałam. Wszystko było dla mnie jasne. On dźwignął, oparł na silnym ramieniu. Przemówił mądrze. I  przyspieszam wreszcie. Zmienił się mój oddech i bicie serca. Wracają większe chęci, motywacja i celowość.

Więc ja dźwigam się moi Drodzy z czyjąś pomocą choć o nią nie prosiłam. To jest piękne, niespodziewane i dające szczęście. Jestem wdzięczna nieogromnie za to, że mam taką możliwość być wspierana w tym wychodzeniu z cienia. I nie wstydzę się tego, że nie robię tego sama. Wręcz przeciwnie.

Dziękuję Ci P.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s