Gdzie coś się zyskuje a coś traci

Win-Lose

Czasem potrafię być bardzo konsekwentna. Wtedy sama siebie zadziwiam. Mówiąc A i decydując się na spełnienie marzenia o podróży, teraz muszę bardzo często liczyć się z tym, że odbija mi się czkawką. A powiedzieć B muszę. Nie ma innej opcji. Dlatego, że chcę. Dlatego, że ta droga miała doprowadzić do celu. Dlatego, że choć marzenia wiele kosztują to warto je realizować. Dlatego, że czuję iż potrzebuję tego wszystkiego. Bo to dobry czas. Bo może kiedyś nie będzie lepszego. Bo może moje dni są policzone, a ja o tym nie wiem?

Odkąd postanowiłyśmy z Emi wyjechać do Azji by podróżować wiele się wydarzyło. Podejmowałyśmy próby przeskoczenia największej przeszkody jaką były oczywiście pieniądze na tą podróż. Pomysły były różne. Work and travel, wyjazd normalny za granicę po roku akademickim, praktyki z uczelni. Był czerwiec 2012 roku, wakacje przepracowałam jeszcze jako opiekunka moich cudownych podopiecznych. Potem od września do końca listopada pracowałam raczej dorywczo, z małymi wyjątkami. Niby w każdym tygodniu coś było, ale to jednak był czas na przetrzymanie. W grudniu wyjazd do Norwegii. Powrót w kwietniu i znów to był czas przetrzymania aż do wakacji. Prawie 3 miesięczny czas przetrzymania! Nie żeby był stracony, choć może trochę. W tym czasie owszem zrehabilitowałam kręgosłup, udawałam, że się czymś zajmuję, mniej lub bardziej produktywnie, ale czas przemijał bezpowrotnie chociaż doznania miałam intensywne. To był czas beztroski! Refleksji nad tym, że niewielu ludzi jest sobie w stanie pozwolić na to co ja robię. Cieszyłam się tym czasem. Nadeszły wakacje. Czas pracy na Mazurach, a teraz po nich jestem we Frankfurcie.

Gdybym chciała podsumować ten ostatni rok to wyglądałby tak.

Działka pod Warszawą. Warszawa. Norwegia. Warszawa. Wilga. Warszawa. Mazury. Niemcy.

A za chwilę to wszystko będzie wyglądało tak:

Działka pod Warszawą. Warszawa. Norwegia. Warszawa. Wilga. Warszawa. Mazury. Niemcy. Wilga. Warszawa. Filipiny……i cała reszta zaplanowanych krajów azjatyckich.

Jestem nieuchwytna. Jestem jak na wietrze liść. Ostatnio ktoś mi napisał, że nie daję się usidlić. Prawda. Smutna. Serducho się rozdziera, bo ona ma różne pragnienia. Różne potrzeby. Chce być czyjeś. Chce osiąść, udawać, że się stabilizuje, że coś buduje, coś trwałego.

I tylko słyszę często od znajomych bliższych i dalszych, że zazdroszczą, że to odważne, że piękne, że trzymają kciuki i że w ogóle to moje życie jest ciekawe, nieskażone rutyną, monotonią, kredytem, remontami, studiami, egzaminami i wszystkim tym co zwykle, a co na wyżyny nie wznosi. Nie skażone pracą od 8 do 16 i życiem od weekendu do weekendu. Bo przecież ja coś robię, coś działam, a reszta siedzi na dupach. Tylko oni nie wiedzą, że moje serducho tez im zazdrości. Właśnie tej rutyny. Tego siedzenia na tyłku. Codzienności. Prania, sprzątania, gotowania. Wyjścia do kina, złapania się ze ręce, dzielenia z kimś wspólnie radości, smutku i wściekłości. Rzucania talerzami. Zasypiania ze zmęczenia w męskim objęciu.

Gdyby tego było mało to przecież reperkusje odnośnie wyjazdu dotyczą też sfery zawodowej mojego życia. W skrócie wygląda to tak. Lub wyglądało przez ostatni rok.

Opiekunka do dzieci. Pani od wielu rzeczy w agencji eventowej. Opiekunka i znów Pani od wszystkiego. Pani od zmagania się z tulipanami w różnej formie. Pani opiekunka. I znów Pani od wszystkiego i niczego. Barmanka. Sprzątaczka. Za chwilę Pani udająca podróżniczkę.

Tylko dietetyka w tym wszystkim brak.

Tak. Każdy kij ma dwa końce. Najczęściej z jednego końca nie widać do końca tego co na tym drugim się mieści. I obym tylko nie żałowała. Oby to wszystko okazało się warte świeczki, bo choć wiem, że nie można mieć wszystkiego to chciałabym móc mieć to co naprawdę jest wszystkich tych wyrzeczeń warte. Ot tak, po ludzku. Nie czuć, że zbyt wiele tracę. Czuć, że więcej zyskuję. Czas pokaże. Rozliczy mnie. Ja zostaję tylko z nadzieją, że dosyć łagodnie się ze mną obejdzie. Także „Mój Drogi Czasie, bądź łaskaw”.

Reklamy

2 thoughts on “Gdzie coś się zyskuje a coś traci

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s