Last week mobile mix #4

Po bardzo intensywnym tygodniu poprzedzającym ostatni nadszedł czas na więcej spokoju. Taki właśnie był ten ostatni tydzień. Spokojny. Bardziej domowy. Wprawdzie udało mi się być na Gali SGGW i zobaczyć cudowny występ zespołu ludowego „Promni”  oraz wysłuchać prawie 1,5 godzinnego  koncertu Orkiestry Reprezentacyjnej wspomnianej uczelni większość czasu upłynęła na braku szaleństw. Byłam też w kinie na „Przelotnych kochankach” Almodovara. I w restauracji „Lokanta” blisko teatru Roma gdzie udało mi się zjeść całkiem niezłą zupę z soczewicy. A co do filmu to trudno mi go ocenić. Szału nie było. Choć się uśmiałam z wielu absurdów tam przedstawionych 🙂
Staram się sumiennie pisać swoje 750 słów w ramach 30-dniowego wyzwania, ale niestety raz z powodu braku internetu opuściłam jeden dzień. Oprócz tego raczyłam się pysznościami. Jadłam sporo ryb, mało mięsa zwierzęcego i oczywiście mnóstwo warzyw. Najlepiej smakował makaron ze szpinakiem oraz sałatką z pomidorów, bazylii i pomarańczy spożyty na balkonie w ciepły, słoneczny dzień 🙂 Czytając jubileuszowy 2000 numer „Zwierciadła” śmiałam się i zachwycałam na przemian. Zdając sobie sprawę, że spokojne słuchanie muzyki, wypicie kawy lub herbaty oraz czytanie należy do rozrywki elitarnej. O czym w swoim felietonie pisze Maciej Stuhr.  A co do felietonów. Katarzyna Miller  niemal w każdym felietonie mnie zachwyca. Bardzo ją lubię. Niedziela upłynęła na komunii i przyjęciu, a na zdjęciu wyżej macie mnie właśnie taką „komunijną” w kolczykach i naszyjniku, który zrobiłam sama 🙂

Od jakiegoś czasu przenika mnie (zwłaszcza w ostatnich dniach) bardzo duża wdzięczność za czas, który mam. Na zjedzenie i przygotowanie pysznego jedzenia. Czasem mam wrażenie, że jadam jak królowa! Za czas na słuchanie muzyki i nowe odkrycia, za niespieszne rozmowy z innymi, za miasto, które oferuje tak wiele. Za ludzi w nim. Za brak pośpiechu, który mi towarzyszy. Za drobne przyjemności i za życie, które czasem mnie tak zaskakuje, że nie jestem w stanie uwierzyć w rzeczywistość. I na samym końcu wdzięczność pojawia się za porażki z samą sobą i niepowodzenia oraz te emocje, których bym nie chciała normalnie, a są. Uczę się dzięki nim. A ta nauka nie idzie w las.
 
I Wy pamiętajcie, że wdzięczność rozwija, uwrażliwia. Uczy doceniać to co mamy, a jeszcze bardziej to do czego dążymy. Dziękujcie, choć trudno niekiedy, za lekcje od życia po których czasem boli tyłek. Upadli bywają bolesne, ale dają moc. 🙂 
Melancholijnie nieco kończę. I wcale nie ze smutkiem. Z radością w serduchu. Za to życie i za ten czas, który mam. 🙂 Jak wiele osób nie ma tego komfortu? Kolejny tydzień choć był inny znów pozwala mi powiedzieć „och kocham Cię życie, w każdą pogodę potrafią dostrzec oczy moje niebezpieczną twą urodę!” jak śpiewała Edyta Geppert.
Advertisements

3 thoughts on “Last week mobile mix #4

  1. pośród całego pesymizmu moich znajomych, którzy wkraczają w dorosłość, podoba mi się to podejście. Moi znajomi mają po 26 lat, ale tak wkraczają w dorosłość – małżeństwa, kredyty, rachunki i to ich przeraża. teraz cieszę się, że opuściłam dom rodzinny jak miałam 19 lat :). Powielam Twoją życiową filozofię, natomiast ja żyję według przysłowiowego "co ma być to będzie".

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s