Tydzień z życia w Norwegii: czwartek

Wstałam o 13.40, bo poszłam spać po godzinie 7 rano. Do pracy miałam na godzinę 18.00. Zrobiłam mniej więcej tyle co zwykle w ciągu dnia udaje mi się robić, ale dodatkowo uzupełniłam to o te niecałe 10 minut ćwiczeń na brzuch i czytanie książki. Powolutku nadrabiam zaległości blogowe, ale tempo mam co najmniej ślimacze. Udaje mi się też wygospodarować chwilkę na przemyślenia i niezdarne jeszcze spisanie celów na rok 2013 i na te najbliższe niecałe 3 miesiące w Norwegii. Wszystko to jakoś tak topornie idzie. Jestem zmęczona, niewyspana choć często budzę się sama przed budzikiem. Pracuję codziennie średnio po 10 godzin nie licząc w tym oczywiście 30-minutowej przerwy kolacyjnej. Praca w trybie nocnym zdecydowanie bardziej wyczerpuje organizm, który ma mniej czasu na regenerację. Nadal jednak twierdzę i twierdzić będę, że od zmęczenia fizycznego zdecydowanie gorsze jest to psychiczne. Wspominałam Wam o zamkniętym środowisku Polaków tutaj. To męczy, obdziera z nadziei w człowieka momentami, w Polaków jako Rodaków. Tutaj na porządku dziennym są plotki, plotki, plotki. A do tego zawiść, zazdrość, pomówienia i to co najbardziej liczące się czyli kasa, kasa, kasa. Korony norweskie i ich dziurka w środku w monetach 🙂 Opowiem Wam jednak o tym innym razem. 
Podobno niedzielę mamy mieć wolną i już mi się serducho na tą myśl raduje. Nie będę musiała patrzeć choć przez jeden dzień na osoby, które nie są za sympatyczne i przyjazne. Nie wszyscy muszą mnie kochać. Ja do wszystkich też wielką miłością nie pałam. Tylko czasem się zastanawiam czemu ludzie po prostu nie potrafią zachowywać się w stosunku do siebie poprawnie skoro już razem pracują? Czemu Polak Polakowi wilkiem? Chyba zawsze chodzi o to samo: zazdrość, niskie poczucie własnej wartości i pieniądze.

Tydzień z życia w Norwegii: wtorek i środa

Wtorek
Wstałam o 13.30 i nie zrobiłam nic konkretnego. Nie wyspałam się. Bolące plecy mówiły już „nie” pozycji leżącej. Okazało się, że do pracy mam na 17. Z dnia miałam około 3 godziny. Co można zrobić w 3 godziny? Umyć się, wysuszyć włosy, zjeść, przygotować do pracy i trochę poczytać. Serio! Mieszkam z 8 innymi osobami w segmencie. Jak gotuje się obiad to gotuje go większość. Jak ja się szykuję do pracy to zbiega się to z powrotem z pracy dziennej zmiany. Oni chcą zjeść po pracy, my chcemy zjesc przed pracą. Oni chcą się umyć po pracy, my chcemy się wyszykować do pracy. I tak na okrągło. Duża liczba osób na małej przestrzeni zabiera dużo czasu. Zrozumie to ten kto tego doświadczył. Zwłaszcza, że ja nie zamykam się w pokoju i nie jestem mrukiem. Z ludźmi się żartuje i rozmawia. To też zabiera czas. Pracę skończyłam o 4.15, a spać poszłam przed 6.00.
Środa
Wstałam o 12.30 🙂 Jupi jej! nawet całkiem wyspana.
Normalnie po wstaniu idę od razu pod prysznic by gorąca woda uśmierzyła ból i napięcie mięśni pleców od niezliczonej ilości wykonywania tego samego ruchu wkładania bukietów do folii albo nachylania się nad taśmą by ułożyć bukiety. Tym razem jednak wyszłam z założenia, że odczekam ile czasu „powracają” one do siebie bez wzięcia prysznica. Niestety sporo, bo około 1,5 h. Ma to duże znaczenie, ze względu na fakt, że z ćwiczeniami muszę się wyrobić do godziny 15 kiedy wracają ludziki z pracy.
Ostatecznie już dzisiaj nie poćwiczę (bo nie mam gdzie), ale udało mi się dokonać pewnych ustaleń.
Dzisiaj doszłam do wniosku, że skoro brak mi czasu na pogłębione analizy co dla mnie jest odpowiednie, a co nie i jaki program byłby najlepszy, wybiorę po prostu jeden z kilku, które przetestuję. Wybrałam te poniżej. Skupiam się na brzuchu! I takim sposobem ustaliłam, że do końca tygodnia zrobię poniższe ćwiczenia. Skoro są zobowiązania to dużo trudniej będzie teraz czegoś nie zrobić. Wiem, że to tylko kilka lub kilkanaście minut dziennie, ale od czegoś trzeba zacząć powracając do normalności.
czwartek
piątek
sobota
 
niedziela



Tydzień z życia w Norwegii: poniedziałek

Postanowiłam, że pokażę Wam jak mi się tu żyje i na czym leci czas. Sama też chce dokładnie dzięki temu przeanalizować co konkretnie robię i na czym ewentualnie cenne minuty mi uciekają. A każda minuta zdaje się być na wagę złota. Pisałam, że muszę się przeorganizować tutaj i zacząć coś konkretnego dla siebie robić, bo czuję się odmóżdżona, zaniedbana i w ogóle brak słów. Nie zaniedbuję jedynie zdrowego odżywiania. Nie jestem w stanie z tego zrezygnować. Choć w ostatnich kilku dniach zjadłam za dużo słodkości. Za dużo w moim mniemaniu, bo żeby to były ilości astronomiczne to powiedzieć zdecydowanie nie mogę (ale 2 kawałki bloku, kilka cukierków typu wertersy czy kilka kostek czekolady to jednak sporo).

Zaczynamy! 

Poniedziałek

Wstałam o 12.39. Za późno, bo przecież o 13 jechaliśmy do sklepu na zakupy. Szybko się ubrałam. Wyszłam z domu bez śniadania. Pojechałam na zakupy z kilkoma osobami i wróciłam kilka minut po 14. Wzięłam prysznic, a potem zjadłam „śniadanie”. Wysuszyłam włosy. Odpowiedziałam na maila. Sprawdziłam kilka dosłanych raportów na konkurs „Aktywnie po zdrowie”. Zaczęłam czytać Wasze blogi. Zrobiła się godzina prawie 17 i trzeba było zrobić obiad, zjeść, wyszykować się do pracy i pójść na 18.00. Pracę skończyłam o 4.35. Miałam najcięższy zdecydowanie dzień odkąd tu przyjechałam. Wróciłam głodna i tak bardzo wykończona, że chyba nie zasnęłabym bez zjedzenia czegokolwiek. Zjadłam więc. Chwilę posiedziałam znów czytałam blogi. Poszłam spać po 6. I tak skończył się poniedziałek, a zaczął wtorek o którym jutro. 

Podsumowując: nie znalazłam ani chwili na znalezienie ćwiczeń dla siebie, na przemyślenie postanowień noworocznych, spisanie jakichkolwiek planów na najbliższe chociażby 3 miesiące. Wpisów na blogach nadal jest ponad 250 😦 Wiele z nich omijam. Nie jestem w stanie czytać tak dużo z braku czasu. 

Co robię gdy mnie nie ma + BŁAGAM POMÓŻCIE

Nie ma mnie tutaj chociaż myślałam, że będę. To niesamowite jak życie czasem obdziera nas z naszych oczekiwań. Wzięłam tutaj książek masę do czytania, zgrałam mnóstwo filmów do obejrzenia, mam matę i ekspander, miałam planować z E. podróż do Azji, uruchomić pewien projekt. Miałam ćwiczyć. Miałam czytać i oglądać te filmy. Tymczasem ciągle pracuję. Odkąd tu jestem miałam tylko 2 dni wolne i to też tak nie do końca. Pracuję cały czas na noce. W tygodniu nie wychodzi mniej niż 63 godziny. W praktyce więcej raczej. Codziennie. Wigilia, 1 i 2 dzień świąt, sylwester. No, ale nieważne. Przyjechałam do pracy to mam.

Wygląda to mniej więcej tak:

Idę do pracy na 17-18.00. Wracam o godzinie X w nocy, bo nigdy nie wiadomo o której kończymy. Padamy wszyscy, ale nie na tyle by zasnąć. Organizm się zbuntował i mamy problemy z zaśnięciem do godziny 6 czy 7 nad ranem. Potem idę spać. Staram się wstać o 13. Czasem wcześniej czasem później. Myję się, jem śniadanie. Rozmawiam z kimś, sprawdzam pocztę i inne bzdety. Trzeba coś tam zawsze posprzątać, bo mieszkanie w 9 osób robi swoje. Potem robię obiad, a następnie szykuję się do pracy. I tak w kółko. Dokucza mi to. Tak nie może być. 

Nie chcę zmarnować 3 miesięcy pobytu tutaj na nic nie robienie oprócz pracy. Coś muszę zmienić. Zmobilizować się. Uregulować jakoś dzień. Postawić jakieś cele. Jest nowy rok. Powinnam mieć to zrobione. Zaplanowane. Rozpisane. Tylko nie ma nawet momentu ciszy na posłuchanie siebie, swoich myśli, potrzeb. Poza tym tutaj wszystko jest inne. Nawet ja momentami jestem zupełnie inna. Taka, że siebie nie poznaję. 

Na chwilę obecną postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i walczyć o jakaś normalną rutynę pozwalającą mi nie stać w miejscu. Na początek do końca następnego tygodnia chcę:

1. Przeczytać Wasze wpisy na blogach. Strasznie tęsknie za śledzeniem tego co u Was. 
2. Wymyślić jakiś REALNY plan ćwiczeń fizycznych i wprowadzić go w życie. 
3. Postawić cele na najbliższe 3 miesiące i nowy rok. 

W związku z tym mam ogromną prośbę do osób, które ćwiczą. Zależy mi na znalezieniu jakiegoś zestawu ćwiczeń skoncentrowanego na brzuch i ogólnie górną część ciała. To mój zdecydowanie słaby punkt, wygląda bardzo źle i po schudnięciu najbardziej się o te strefy martwię (brzuch, piersi, ramiona). Chciałabym móc ćwiczyć 4 razy w tygodniu, bo wiem, że więcej chyba się nie da. Żebym ćwiczyła muszę mięć wolny salon, a to wcale nie jest łatwe gdy mieszka w segmencie 9 osób. Oprócz tego jednak pracuję fizycznie, ciągle na stojąco i to robi swoje. Maksymalnie 30 minut mogę poświęcić na ćwiczenia, bo potem wracają ludzie z dziennej zmiany i użytkują salon. Macie jakieś rady? Pomysły?

Ściskam Was mocno! 🙂 Mam nadzieję, że jeszcze ktoś mnie czyta.