O pewnym kryzysie i porażce, która się nie wydarzyła

źródło

Mam kryzys. Przyznaję się.

W ostatnich 3 dniach popełniłam mnóstwo błędów żywieniowych o słodkim zabarwieniu. Mam kryzys, bo czekam na nadejście fali comiesięcznej czerwieni, a ta się nie pojawia. Cisza na morzu. No może nie do końca, bo jestem płaczliwa (Sick! pierwszy raz w życiu płaczę bez powodu, albo z powodem 🙂 bywa różnie) dosyć drażliwa, a za chwilę śmieję się do rozpuku. Do tego mój organizm zatrzymał chyba 10 litrów wody, bo czuję się tak ociężała jakbym przynajmniej była słonicą w zaawansowanej ciąży.
Nie powinnam też zapomnieć wspomnieć, że z E. miałyśmy małe świętowanie i wieczór rozmów we wtorek. Zakrapiany martini. Jak widać na załączonym obrazku Pani dietetyk nie taka idealna ze mnie. A do tego wszystkiego decyduje się jeszcze o tym pisać. Toć to przecież w świat pójdzie! I niech idzie. Ja czuję, że muszę to napisać. Niech ludzie wiedzą, że ja też człowiek jestem. Ze swoimi ograniczeniami i słabościami. Piszę to, żeby móc kiedyś wrócić do tego posta i go przeczytać.

W tym kryzysie wczoraj czując się słonicą, ociężałą, która zatrzymała 10 kg wody miałam ochotę na dokładnie? NIC! Nie chciało mi się robić treningu kardio z Body revolution Jillian. Wyobrażałam sobie, że za chwilę pójdę się umyć, zrobię herbatkę i walnę się do łóżka, żeby odespać trochę wtorek. Włączyłam jednak tą płytę i zaczęłam. Nie ma to jak uczucie wypełniania całej przestrzeni pokoju, a każde podniesienie nogi czy ręki odczuwałam jak jakąś katorgę. Myślałam, że usiądę na tyłku i się za chwilę poddam. Stwierdziłam jednak, że skończę chociaż jeden cały obwód i jak będę czuła się tak kiepsko nadal to odpuszczę.


Przyszedł i drugi obwód. A w głowie milion myśli w tym te najgłośniejsze: 

ODPUŚĆ
NIE DASZ RADY
JESTEŚ PRZECIEŻ TAKA ZMĘCZONA
PRZECIEŻ MOŻESZ TO WYŁĄCZYĆ
JUTRO ZROBISZ DWA RAZY WIĘCEJ, ALE NIE DZIŚ
NIE MASZ SIŁY
PO CO SIĘ TAK MĘCZYSZ?

i mówię Wam całkiem serio, patrzyłam się na ścianę przede mną, na te ręce, które w tą ścianę były momentami kierowane i mówiłam:

JESZCZE TYLKO JEDNO ĆWICZENIE ZRÓB I WTEDY SKOŃCZYSZ
ALBO SKOŃCZ PO PROSTU TEN DRUGI OBWÓD A POTEM WYŁĄCZ PŁYTĘ
PRZECIEŻ MOŻESZ TO SKOŃCZYĆ
DAJ Z SIEBIE TYLE ILE MOŻESZ
NIE PODDAWAJ SIĘ
ZRÓB MNIEJ INTENSYWNIE, ALE RÓB
NIE PRZERYWAJ
JESZCZE TYLKO 10 SEKUND, 9,8, 7,6,5,4,3,2,1…….
Skończyłam drugi obwód bardziej skupiając się na walce ze sobą niż na poprawności wykonywanych ćwiczeń. Choć to snu z powiek nie spędza, bo po miesiącu robienia tego samego treningu kardio wykonuję go wg mnie bardzo przyzwoicie. Nadszedł czas na 3 obwód. Przez chwilę myślałam, że zamiast sięgnąć po wodę, sięgnę do przycisku STOP! Wtedy jednak nie dałam się! Uparcie wierzę, że te walki, które toczę dadzą mi siłę i nie mogę się poddawać, bo mam kryzys, bo się czuję ociężała. 
Skończyłam ten trening. Chyba bardziej zadowolona niż normalnie. Bardziej zadowolona niż wtedy kiedy ćwiczyć mi się po prostu chce. Bo pokonałam siebie. Bo te wszystkie głosy słabego człowieczka były niczym. 
To wszystko było potrzebne. Ten kryzys też jest. Ja się potykam. Jak wszyscy. I stawiam temu czoła. To była moja porażka, która nie miała miejsca.
Jeśli Ty też się potykasz, jeśli upadasz, popatrz przed siebie, wstań. I zrób tyle ile dasz radę z siebie wykrzesać. Nigdy jednak nie odpuszczaj zanim się podniesiesz. Gdy leżysz masz ograniczoną perspektywę i pogląd na to co się dzieje. Wstań więc, popatrz do przodu, a wtedy uwierz mi, zaskoczysz sam siebie. 🙂

źródło
żródło

Reklamy

13 thoughts on “O pewnym kryzysie i porażce, która się nie wydarzyła

  1. Moja też się zbliża :/ Nienawidzę, wrr….Ale dobrze, że powalczyłaś ze sobą i trening zrobiłaś 😉 Zaopatrz się w orzeszki jakieś albo żurawinki i podgryzaj w takich chwilach kiedy bardzo ciągnie do słodkiego. Ja jak już nie wytrzymuję to wyciągam jakiś dżemik domowy 😀

  2. Nie mam dżemu w domu za to mam czekoladę. Ale nie ruszę. Zabieram ją do Norwegii! Mam nerkowce, laskowe, włoskie, ale już dzisiaj jadłam 🙂 Od kilku miesięcy chyba nie było tak źle jak w tym. Czasem zastanawiam się. OD czego to wszystko zależy?

  3. ja właśnie jestem w trakcie i też wariuję. strasznie cięzko mi sie przez dwa ostatnie dni ćwiczy i toczyłam ze sobą podobną walkę, co Ty. i tak, jak Ty też wygrałam. bo najważniejsze, to się nie poddawać 🙂

  4. ja tak mam, że przez tą burzę hormonów przed okresem najchętniej rzuciłabym wszystko i poszła jeść, też wszystko… Ale z drugiej strony myślę sobie, że co mi to da? No i wychodzi, że nic… ;p

  5. no i nie mogłam się powstrzymać no i musiałam tutaj wpaść i przeczytać zaległe notki nooo! Kurcze, widzę nie tylko ja mam takie kryzysy. Twój udało Ci się pokonać, gratuluję! Myślę, że z czasem i swoje zacznę zwyciężać. I cieszę się strasznie, że piszesz takie notki, bo rzadko można spotkać na blogach realny wymiar kryzysu, załamania i chwilowego zwątpienia w sens, bierność i zwyczajnie gorszy dzień. Dobrze wiedzieć, że wszyscy jesteśmy przecież ludźmi i każdy ma gorsze chwile. Pozdrawiam serdecznie!

  6. Najważniejsze, że się nie poddałaś 🙂 Potyka się każdy, ale grunt w tym, by jednak podnieść się, otrzepać i ruszać dalej. Trzymam kciuki, by energia i motywacja wróciły na dobre 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s