Obnażam się. Opowiadam historię i dzielę tym co mnie stopowało przed schudnięciem.

To będzie wycinek z mojego życia. To będzie moja historia w skrócie. Czemu o tym piszę? Chciałam nawiązać do wczorajszego wpisu co nas powstrzymuje przed schudnięciem. Co powoduje, że po prostu nie możemy tego doprowadzić do końca. To będzie długi wpis. Nie da się potraktować go po macoszemu. Nie zaczynajcie go czytać w pośpiechu. Na ten wpis potrzeba czasu. Nie zaczynajcie jeśli nie zależy Wam na sobie. I nie zaczynajcie jeśli mój blog jest jednym z tysiąca, który przeglądacie w ciągu 10 sekund. Ja nie potrzebuję takich czytelników.


Nie ma nic łatwego i przyjemnego w tym co napiszę. Obnażam siebie. Czuję się nieco nago czytając wpis przed opublikowaniem. Gdzieś to idzie w świat. Zostawia ślad i może zostać wykorzystany przeciwko mnie. Decyduję się jednak go napisać i opublikować. Czemu? Chcę pokazać innym z problemami co może mieć wpływ na nas, a czego nie jesteśmy świadomi. Chcę Wam pokazać, że warto zaglądać w głąb siebie, analizować życie, różne sytuacje. Zidentyfikować wroga i stawić mu czoła.

Mam takie marzenie, żeby dotrzeć to jak największej liczy osób, które noszą w sobie jakiś ból związany właśnie z zaburzeniami postrzegania siebie. Chcę pomóc. Chcę by uwierzyły, że to można zmienić. Poprawić własny obraz w swojej głowie, polubić siebie i zobaczyć, że życie może smakować tak wspaniale gdy tylko zrobimy kilka kroków, wytoczymy walkę i się nie poddamy. I nie mówię tylko o tych grubszych czy nawet otyłych. Mówię o wszystkich, którzy w jakiś sposób zostali pozbawieni akceptacji swojego ciała. To wszystko jest właśnie dla Was.


****

Mam 6 lat. Jestem szczupłym dzieckiem, które raczej trzeba namawiać do jedzenia. Mama jedzie do szpitala. Będę miała brata lub siostrę. Zaczynam jeść. Mama wraca po tygodniu i zauważa, że „się poprawiłam”. Nieco przytyłam. A potem już jakoś poszło. Chyba byłam najgrubszą dziewczynką w klasie. Na pewno! Potem zaczęłam „się wyciągać”. Nie jakoś znacznie. Miałam nadwagę, ale nikt nie widział problemu. Nadwaga będzie mi towarzyszyła przez właściwie całe życie z drobnymi momentami schudnięcia i dopadania mnie przez efekt jo-jo.
Ja tej historii nie pamiętałam. Kiedyś, w locie dosłownie, dowiedziałam się o tym od babci. Musiałam poczuć ogromny brak bezpieczeństwa z powodu narodzin brata skoro znalazłam stałość i wspomniane bezpieczeństwo właśnie w jedzeniu. Mama nie miała czasu dla mnie. Wcześniej pracowała dużo, a później? Cóż, brat urodził się bardzo, bardzo chory. Cała uwaga była skupiona na nim. Uwagę poświęcała mi jedynie babcia. A gdzie ojciec? Jego nie było od pierwszych miesięcy mojego życia. Podsumowując więc byłam dzieckiem bez ojca fizycznie i psychicznie, bez matki psychicznie. Była tylko albo aż, moja babcia.

Jestem nastolatką. Mam problemy związane z ubraniami i nie podobaniem się do końca sobie, ale mi to nie przeszkadza aż tak bardzo. Jestem przewodniczącą w klasie, dzieci mnie raczej lubią, mam powodzenie wśród płci przeciwnej. Zawsze miałam chłopaka. Począwszy od zerówki :))) Jestem na lokalnym świeczniku. Działam w swojej społeczności. Kościelnej, szkolnej, w gminnym ośrodku kultury.  Mało kto mnie chyba nie znał w szkole. W sensie nie wiedział kim jestem. Występowałam na apelach, brałam udział w konkursach, wygrałam nawet zawody tenisa stołowego wśród dziewcząt w gimnazjum. W tym czasie na pewno jestem koszmarem dla niektórych nauczycieli. Inni mnie uwielbiają. Dziecko to odczuwa. Nie dawałam sobie w kaszę dmuchać. Walczyłam o swoje. Później jako Rzecznik Praw Ucznia w samorządzie szkolnym walczę też o prawa innych. Do tego wszystkiego mam najlepsze cycki w klasie według rankingu chłopaków (serio! do tej pory mam tą kartkę z rozpiską gdzie oceniali, cytuję: cycyki, twarz, ogól, dupę i chyba oczy). Zajęłam pierwsze miejsce w całym rankingu wraz z jedną koleżanką. :)))Gdy to piszę mam niezły ubaw.

Potrafię również robić świetne manualne rzeczy i jestem uzdolniona muzycznie. Koledzy i koleżanki chcą być ze mną na zajęciach plastycznych w grupie. Zakładamy zespół w kilka osób i gramy dla siebie. Wczęsniej śpiewam już w kościele, na gminnych imprezach typu: odpusty, dożynki, festyny itd.. Będąc w gimnazjum co roku wygrywamy konkurs szkolny o talentach. Nigdy nie udało się nikomu nas pokonać. Oczywiście ja śpiewałam, reszta grała na instrumentach. Miałam swoje sukcesy. Byłam zdolnym dzieckiem. Nie potrzebowałam pomocy w lekcjach. Uwagę, której nie dostawałam w domu dostawałam od innych naokoło. Jak  miałam mieć problemy z powodu wagi zatem? Zawsze otoczona koleżankami i kolegami. Babcia żartowała tylko, że jak przychodzą do mnie to liczy pary butów. Przed dyskotekami szkolnymi robiłam dziewczynom fryzury, makijaż. Środowisko mnie akceptowało taką jaka byłam więc w domu nikt nie widział problemu dziecka z nadwagą. Choć w karcie zdrowia dziecka wyraźnie zalecano dietę.

W wieku 21 lat zostaję w wyniku pewnych sytuacji w życiu obdarta zupełnie z poczucia akceptacji. Nie cierpiałam siebie. Swojego ciała i generalnie tego jak wyglądałam. Zatrzasnęłam życiu i przygodom drzwi przed nosem. Podejmuję też w tym czasie milion prób odchudzania i zawsze dupa z nich wychodzi. Mimo, że jestem studentkom dietetyki. Próbowałam wcześniej również wiele razy schudnąć. Schudnąć dla kogoś. To nie skutkuje. ROBIENIE CZEGOŚ DLA KOGOŚ NIE SKUTKUJE!!! Choćbyśmy się zabijali to pragnienia innej osoby nigdy nie będą naszymi. Jeśli macie partnera, któremu zależy tylko i wyłącznie na wyglądzie lub stanowi on dla niego tak ważny czynnik, że jest w stanie ciągle wypominać Ci Twoje braki to ja Wam mówię „NIE WARTO ZAWRACAĆ SOBIE NIM GŁOWY„. Życie jest nieubłagane i nieprzewidywalne. Czy chcecie mieć przy sobie kogoś kto ma problem z Waszym wyglądem teraz kiedy jesteście sprawni, młodzi i wszystko z Wami generalnie ok? A co jeśli się poparzycie, albo kobieta zajdzie w ciążę i będzie miała mnóstwo rozstępów, a może będzie musiała całą ciąże leżeć by w ogóle urodzić? A może ulegniecie wypadkowi jakiemukolwiek, który wpłynie na Wasz wygląd? Lub pojawi się choroba?

NIE WARTO ZABIJAĆ SIĘ O ATRAKCYJNY WYGLĄD DLA KOGOŚ. CHUDNĄĆ DLA KOGOŚ. WARTO PODEJMOWAĆ PRÓBY TYLKO WTEDY JEŚLI SAMI CHCECIE I ROBICIE TO DLA SIEBIE. JEŚLI SAMI CZEGOŚ PRAGNIECIE I MACIE KU TEMU DOBRE I RACJONALNE POWODY JAK NA PRZYKŁAD ZDROWIE. W PRZECIWNYM RAZIE PRZYGOTUJCIE SIĘ NA PORAŻKĘ. TA BOLI I OBDZIERA WAS Z POCZUCIA SPRAWCZOŚCI CZYLI TEGO, ŻE JESTEŚCIE W STANIE CZEGOŚ DOKONAĆ, COŚ OSIĄGNĄĆ.

Co jeszcze mnie stopowało? Wypunktuję.
  • Ludzie mówiący „Nie wyobrażam sobie Ciebie szczupłej. Tobie tak pasują te dodatkowe kilogramy. Wyglądasz tak sympatycznie”. Do cholery z nimi! Gdybym wcześniej miała mądrość którą mam teraz nie pozwoliłabym tego typu zdaniom wedrzeć się gdzieś w moją psychikę, osiąść w niej i robić swoją robotę. Bo one kierowały mną. Ja byłam nieświadoma. Skąd mogłam wiedzieć, że dążę do tego, żeby być nadal sympatyczna. A żeby taką być to te dodatkowe kilogramy mi są potrzebne. Psychika jest pokrętna. I dopóki nie znajdziemy tego co robimy nieświadomie to będzie nami kierowała. Dlatego analizujcie, analizujcie, analizujcie. 
  • Strach. Bałam się, że jak schudnę to będę miała więcej rozstępów. I że zostanie mi nieatrakcyjnie zwisająca skóra. Gdzieś tam wgłębi stworzyło się przeświadczenie, że to jest gorsze niż posiadanie nadwagi. Nie wiem gdzie ja zgubiłam trzeźwe spojrzenie na sytuację i nie pytajcie jak mogłam tak myśleć. Nie wiem tego. Najważniejsze, że już tak nie myślę.  
  • Brak wsparcia, krytyka innych, złośliwe komentarze. Jak podejmowałam próbę schudnięcia to słyszałam, że „Odchudzasz się jak się najesz?” lub „Tak. Będziesz się odchudzać po obiedzie”. Mogłabym długo cytować, ale mnóstwo ludzi podważało moje możliwości i chęci schudnięcia. Nikt chyba nie wierzył i nie myślał, że dla mnie to jest problem. Wszyscy myśleli, że to kaprys. NIkt też nie przejmował się jak ja odbieram słowa wypowiadane w moim kierunku. Znacie to uczucie kiedy ludzie myślą, że nie macie problemów, bo jesteście weseli i nie narzekacie z jakiegoś konkretnego powodu? Ja tak miałam właśnie. Byłam towarzyska, wesoła, taka dusza towarzystwa. Słuchałam problemów innych, ale o swoich nie mówiłam. 
  • Miałam nierealistyczne wymagania wobec siebie. Próbowałam być perfekcyjna. Przejść przez proces odchudzania bez porażek. Po prostu zacząć i skończyć bez potknięć. Wydawało mi się, że skoro mam wiedzę na ten temat to właśnie tak to powinno wyglądać. A jak nie wyglądało to rzucałam wszystko i zaczynałam jeść emocjonalnie. Zamknięte koło.
  • Myślałam, że bycie szczupłym jest łatwe i ja też bym mogła bez problemu taka być. Tylko jak spotykałam się z osobami nieznajomymi mi np. gdzieś na imprezie lub spotkaniu i rozmawiałam z nimi to natrafiałam często na dziewczyny szczupłe, które w głowach miały tylko ubrania, makijaż i facetów. Mi to intelektualnie nie odpowiadało, bo nigdy sensem mojego życia nie było ubieranie się codziennie w coś innego itd. Takim sposobem choć się tego wstydzę dużo kobiet zakwalifikowałam do tych, które nie mają w głowie za dużo oleju mimo, że mają ładne figury. I choć wiedziałam, że szczupłość nie oznacza głupoty to taka drobna myśl zaszyła się we mnie. Ja wolałam być chyba gruba i mądra. Nie chcę żebyście mnie źle zrozumieli. Ja nie połączyłam w prawdę objawioną szczupłości i głupoty. Spotykałam też takie kobiety, które świetnie wyglądały i miały mnóstwo ciekawych rzeczy do powiedzenia. Piszę Wam o tym choć to drobnostka bo nawet tak drobne negatywne przeświadczenie może mieć kolosalne konsekwencje. 
  • Stopowały mnie także inne, większe problemy. Walka z nadwagą nigdy nie była priorytetem. Zawsze było coś wyżej. Jakimś sposobem nie umiałam po prostu egoistycznie skupić się na tych cholernych kilogramach i odpuścić sobie inne zmartwienia. 
  • Tym samym zrzucałam winę za moje niepowodzenia na właśnie brak silnej woli, pieniędzy, wsparcia, inne problemy. 
Jak widzicie z 8 rzeczy o których pisałam wczoraj powstrzymywało mnie przed schudnięciem dokładnie 7!!!  Jesteście w stanie sobie wyobrazić jak duża musi być siła takich 7 powodów, które stoją za Tobą, trzymają Cię za bluzkę i ciągnąć do tyłu z siłą 7-krotnie większą niż Ty chcesz pójść do przodu???? To  po prostu nie mogło się udać kiedyś. Dzisiaj jest możliwe, dzisiaj się powoli wydarza. Dzisiaj powoli staje się rzeczywistością chociaż długa droga przede mną. 

WALCZCIE  Z TYMI SIŁAMI, KTÓRE CIĄGNĄ WAS DO TYŁU. NIE PODDAWAJCIE SIĘ. ZLOKALIZUJCIE JE. ZLOKALIZOWANIE TO JUŻ POŁOWA SUKCESU. ŚWIADOMOŚĆ CZEGOŚ DAJE NAM OGROMNĄ SIŁĘ, BO MOŻEMY SZUKAĆ ROZWIĄZAŃ DOTYCZĄCYCH WŁAŚNIE TEGO JEDNEGO, KONKRETNEGO PROBLEMU. 

Poniżej kilka zdjęć, które udało mi się odgrzebać na komputerze.
Miałam różne etapy. Ten najgorszy znacie z tego posta.
Najmniej w swoim życiu ważyłam 58 kg przy wzroście 165 (zdjęcie 3 i 4).



Reklamy

12 thoughts on “Obnażam się. Opowiadam historię i dzielę tym co mnie stopowało przed schudnięciem.

  1. Wspaniały post. Sądzę, że pisząc to dowiedziałaś się jeszcze więcej o sobie.Dla kogoś nie warto chudnąć, nawet dla ukochanego męża/chłopaka, wiem co mówię, choć dla zakochanych i dziękujących za to, że "ktoś ze mną jest" to może być dziwne i nie pojęte. Też mam mnóstwo myśli w głowie- tak bardzo chciałabym być szczupła, ale jak to będzie jeśli mi się uda? Rewolucja…Tymczasem w Naszym przypadku warto myśleć o zdrowiu i tym się kierować w szczególności.Pozdrawiam 🙂 :*

  2. dobry post, mocny, rzeczowy naraz przypomniała mi się historia Jillian Michaels, która w swojej książce "opanuj swój metabolizm" opisuje sytuacje analogiczną do Twojej, czyli początki, relacje z rodzicami, od tego wszystko się zaczęło. Polecam!pozdrawiam

  3. genialny wpis. Daje kopa, uzmysławia że problem leży dużo głębiej niż w lenistwie i wiecznym 'nie chce mi się', jak jest w moim przypadku. Analizowałam teraz rzeczy, które mnie blokują i też wyszło mi 5/6. Ciężko. Ale mimo wszystko z posta bije pozytywna energia i taka pewność, że się uda, tym razem się uda. Więc trzymam mocno kciuki i życzę Ci, aby tak własnie było. Masz bardzo rozsądne podejście, gratuluję. Pozdrawiam ciepło!

  4. Potrzeba odwagi, ale warto czasem zaryzykować. A poruszam te tematy bo chcę jakoś pomóc innym. Sama myślałam, że jestem przypadkiem beznadziejnym. Okazało się inaczej. Teraz wydaje mi się, że nie ma rzeczy niemożliwych 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s