Gorzkie żale

Niby wszystko w porządku i brak symptomów. Dni mijają całkiem ok, ale niestety przychodzi taki, że wszystko leci na łeb na szyję. Zdecydowanie poprzedni tydzień nie obfitował w coś na miarę spokoju i radości. Pewnie znacie to na pamięć. I nie chodzi o jakąkolwiek depresję jesienną (zimową?). Szczerze nie trawię co rok słuchać o tym i czytać. Uważam to za wymysł. I kropka.

Owszem spadek obwodów cieszył i moja niegasnąca motywacja również. Zaczęło się jednak od czwartku. Miało być miło, odświętnie, bo poszliśmy przecież na kolację i prezent był, tort też. Niestety ja coś schrzaniłam, choć psuło się wcześniej. Jeden człowiek w moim życiu w tej chwili mniej. Jeden wartościowy, o którego się martwię. Może nawet to przeczyta i będzie wiedział. Ja się usuwam by pomóc, by nie być, nie ranić. Myślę i kibicuję. Jeśli to czytasz to pamiętaj o tym!

Swoje przeżyłam przez ostatnie noce i poranki. Z kamienia nie jestem. Nawet byłam na tańcach i w niedzielę bolały mnie tak nogi, że nie miałam siły zrobić jakichkolwiek ćwiczeń zwłaszcza, że skończyłam 30 days shred. W niedzielę wreszcie udałam się na obiad do przyjaciół, którzy we wtorek mieli wylatywać do NYC. I co? Huragan. Odwołali loty. Ja się miałam zająć ich dziećmi przez kilka dni, wszystko było zaplanowane, cała logistyka wyjazdu. Ktoś powie, że trudno. Niestety wszystko jest bardziej skomplikowane przez rzeczy o których pisać nie należy i nie chcę. Taki mój kontrolowany żal.


Od dziś w planach było testowanie innych programów i wybór tego, który przypadłby mi najbardziej do gustu. I wszystko o dupę potłuc! Od rana jeździłam załatwiać sprawę życia i śmierci niemal. Papierki, srerki i inne pierdoły. Coś tam się udało załatwić i powinnam być happy, bo prawie wszystko się wyklarowało. A miał sie wyklarować mój co najmniej 1 kolejny rok życia. 

Czułam stres i powagę sytuacji, ale nie wiedziałam, że aż tak. Wróciłam do domu przemarznięta, z bolącymi mięśniami i stawami. Zimno. W klatce piersiowej taki niepokój, że nie udało się normalnie zasnąć. Niewiele zjadłam, mam temperaturę i ból wywołany stresem. 

Do czego ja zmierzam właściwie? Nie wiem. Wylewam żale, żeby się może lepiej zrobiło? Melisa nic nie pomaga. Skończyło się na nervosolu. Ostatnio stosowałam go na problemy ze snem, a było to dawno, dawno temu…

Nie mam ani apetytu, ani siły na robienie czegokolwiek. Chciałabym książkę poczytać, Wasze wpisy i cieszyć się z słuchania audycji Pablopavo w roxy.fm, ale się nie da. Leżałam i nic. Patrzyłam w sufit i nic. Jedyne co mi przychodzi do głowy to „co z Tobą”? I nie ma tutaj żadnego odkrycia, że apatia się wkradła, rozsiadła swoim dupskiem i ani myśli ruszyć z miejsca. Odkrywcze tylko jest to, że człowiek robi badania i kortyzol w normie. Człowiek myśli, że sobie radzi i się nie przejmuje. Ba, nawet myśli, że to wszystko to w gruncie rzeczy jakiś pikuś jest i wszystko jest dobrze. Aż tu nagle, zupełnie znienacka dopada się bestia. Włazi na klatkę piersiową i zabiera oddech. Tak! Dzisiaj wszystko mogłabym o dupę potłuc!

Advertisements

14 thoughts on “Gorzkie żale

  1. doskonale wiem o czym mówisz! Miałam tak przez ostatni tydzień. U mnie niby nic konkretnego się nie stało, zawaliłam tylko kilka spraw, w kilku innych mam do siebie żal, generalnie wszystko raczej na znak neutralności niż + czy -. A i tak jest jakoś tak do dupy. Trzymam kciuki żeby ten stan szybko przeszedł! Pozdrawiam ciepło!

  2. Ja się rozstałam z chłopakiem. Życie toczy się dalej i jakoś trzeba dać radę! Mocno wierzę, że ma to jakiś głębszy wymiar i sens i tak właśnie miało być. Może Twoje zachowanie też okaże się za jakiś czas zbawienne i nie będziesz go żałowała. Tego Ci życzę. 🙂

  3. Przejrzałam Twojego bloga od początku do końca (wreszcie! nie mogłam wcześniej znaleźć chwili). Jesteś wspaniała. Strasznie motywująca, ciepła, inteligentna i strasznie przyjacielska. Uwielbiam sposób w jaki piszesz i motywujesz mnie niesamowicie. Podoba mi się strasznie wyzwanie tygodnia i tygodniowe podsumowanie, że też wcześniej na to nie wpadłam żeby podsumowywać krótsze okresy czasu niż miesiąc, jaaa! Cieszę się ogromnie że kiedyś tu trafiłam. I zasłuchuję się w Pablopavo właśnie :)) pozdrawiam ciepło i serdecznie! Dziękuję że tu jesteś!

  4. Okazuje się, że wystarczy jeden komentarz tak ciepły i szczery by na mojej twarzy zagościł uśmiech i radość w serduchu. 🙂 Pisanie nabiera większego sensu. Dziękuję Ci moja Droga :* Ja również cieszę się, że jesteś i piszesz. Będę Cię dopingowała! Trzymam kciuki i ślę mnóstwo pozytywnej reggae wibracji 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s